To przerażające i komiczne jednocześnie. Ludzie sami nie wiedzą w co wierzą. Nie czytają tego, co wyznają. Nie zastanawiają się nad sensem tego, o co walczą...

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. (Mt 5, 11-12)

Naprawdę żałuję, że nie widziałem miny rozmówcy, gdy kiedyś zdarzyło mi się zacytować mu te wersety w kontekście jego oburzenia na jakieś tam polityczno-genderowo-homo “prześladowania” katolików. Bo przecież z jednej strony kłóci mu się ten nakaz Jezusa z całym podejściem do życia, z drugiej zaś – jakże miałby polemizować ze słowami własnego Zbawiciela? Ciężki wybór. Słuchać Jezusa? Przecież to trudne, nieżyciowe, niekatolickie... Olać Jezusa? No ale jakże to tak...

Słuchać Jezusa jest trudno, fakt. Jezus wymaga wiele, fakt. Ale jeśli ktoś śmie nazywać się jego uczniem, to niechże chociaż spróbuje! Niech stara się ze wszystkich sił naśladować swojego Mistrza. Czy to takie dziwne? A tymczasem mało kto w ogóle usiłuje się do niego zbliżyć. Gorzej, mało kogo obchodzi, co on w ogóle chciał przekazać. Wierni przychodzą w niedzielę do kościoła, wstają, by wysłuchać ewangelii, ale tylko po to, by słowa Chrystusa wleciały im przez prawe ucho i zdążyły wylecieć przez lewe zanim się choćby zacznie homilia. Nie wierzysz, że tak jest? To zechciej stanąć pod kościołem i popytać wychodzących ludzi, o czym była ewangelia, której wysłuchali pół godziny wcześniej. Albo jeszcze lepiej: jak ją zrozumieli, co z niej wynieśli, co zamierzają zmienić w swoim życiu pod jej natchnieniem?

Nic nie zamierzają. Przytłaczająca większość nic nie zamierza zmieniać. Tak bardzo przytłaczająca, że muszę przyznać rację Fryderykowi Nietzschemu:

Istniał tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu.

Umarł na krzyżu za swoje przekonania, bez protestów, oburzenia, awantur. Jak pisze Izajasz w Iz 53, 7:

Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.

Taki właśnie przykład daje Chrystus chrześcijanom! Bez szemrania poświęca to, co ziemskie, bo wierzy że czeka go to, co boskie. A czy chrześcijanie w to nie wierzą? Czy może mają gdzieś nauki swojego Pana? Czy ważniejsze są dla nich ziemskie zbytki, honory, godności i zaszczyty od chrystusowej pokory i obietnicy życia wiecznego? Dlaczego tak trąbią o “atakach na Kościół”, o “obrazie uczuć religijnych”? Zaprawdę powiadam Wam – cieszcie się z nich i radujcie!

Pewien fragment Pisma przewija mi się w głowie niemal za każdym razem gdy jestem w okolicy kościoła:

W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!» (J 2, 14-16)

Doprawdy, czy nikt nie widzi kościelnej hipokryzji, czytając te słowa? Nie? Zastanówmy się, czemu ktoś miałby w świątyni sprzedawać zwierzęta. No chyba nie po to, by ludzie mogli po modlitwach zająć się rozwijaniem swojej hodowli. Sprzedawano woły, baranki i gołębie w celach czysto sakralnych, miały być przeznaczone do złożenia w ofierze. Bankierzy i sprzedawcy nie byli w świątyni przez przypadek, nie pomylili jej z targiem. Z premedytacją wykorzystywali kult religijny, by na nim zarobić. Czym to się różni od przykościelnych sklepików z dewocjonaliami, wodami święconymi, krzyżykami, pamiątkami, czasopismami, palmami, świeczkami?

Jako nastolatek wiedziałem bardzo dobrze, że coś tu nie gra. Ale mówiono mi, że “jak na zbożne cele, to można”, albo że “to dlatego marzniemy tuż przed drzwiami, zamiast sprzedawać wewnątrz”. Nie nie nie. To nie tak... To wszystko nie tak.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. (Mt 6, 2)

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. (Mt 6, 5)

Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. (Mt 6, 7)

Czy naprawdę muszę wklejać tu zdjęcia procesji, wielkich ceremonii i wystawnych strojów, by pokazać, jak bardzo te fragmenty są olewane? Czy naprawdę trzeba daleko szukać, by znaleźć ludzi, dla których religia jest czymś wyłącznie na pokaz? Wśród moherów, wśród księży, biskupów... Czy tak rzadko widujemy ludzi, którzy czują się lepsi od innych, bo są bardziej pobożni, bo dłużej, gorliwiej i głośniej się modlą, bo więcej rzucają na tacę? Czy klepiąc różaniec, ludzie zastanawiają się nad swoim “pogańskim wielomóstwem”?

Poszedłbym z tym rozważaniem dalej. Jestem pewny, że gdyby wziąć jakiś najzupełniej losowy fragment, czy to Starego czy Nowego Testamentu, oraz najzupełniej dowolnego chrześcijanina dowolnej denominacji, to szansa, że nie przestrzega on tego fragmentu, nie wierzy w niego, albo nawet zwyczajnie go nie zna – jest tak bliska stu procentom, jak blisko są siebie nukleony w jądrze atomu.

Poszedłbym jeszcze dalej – jestem pewny, że chrześcijanie nie wierzą prawdziwie w to, w co mówią, że wierzą. Bo to chyba oczywiste, że jeśli się w coś wierzy, to się zgodnie z tym żyje, prawda? To chyba oczywiste, że jeśli ktoś naprawdę boi się nieskończonych, niewyobrażalnie przerażających mąk piekielnych, to całe swoje życie poświęca temu, by ich uniknąć, by poznać nakazy swojego boga i trzymać się ich jak najściślej. Nie, nie wierzą. Świat jest pełen obłudników, faryzeuszy...

Jeśli jesteś człowiekiem wierzącym, jakiejkolwiek religii i wyznania, to mam do Ciebie jedną prośbę. Zastanów się nad tym, w co właściwie wierzysz. Do diaska, czemu ateista miałby Cię pouczać, co jest w Twojej świętej książce?