Gdy dziecko mówi “wiem, że nie ma mikołaja, to tylko tatuś się przebiera”, nie ma sensu straszyć go, że jak będzie takie rzeczy wygadywać, to dostanie mikołaja rózgę. Mikołaja nie ma, więc czemu miałoby się go bać?

O dziwo, taka logika, choć nieobca przeciętnemu siedmiolatkowi, jest najwidoczniej zbyt trudna do ogarnięcia dla wielu dorosłych. Właśnie jeden próbował mnie zastraszyć w wierzenie w bozię poprzez grożenie, że bozia zrobi mi po śmierci krzywdę. Ech, jakże mi to przypomina Przegrany Zakład Pascala, tyle że z bezpodstawną groźbą zamiast bezczelnej kalkulacji zysków.

Wczoraj inna twitterowiczka próbowała udowodnić istnienie “niemieckiej telewizji dwójki” strasząc mnie homofobią Putina. Nie widać związku? Bardzo słusznie, bo żadnego nie ma. Konia z rzędem temu, kto potrafi znaleźć ciąg logiczny w następującej rozmowie:

> niemiecka dwójka mówi że cośtam cośtam
> (ja) a co to jest “dwójka”? nie znam takiej stacji
> jesteś głupi
> pewnie dlatego że pedał
> przyjedź do Moskwy, to zobaczymy jaki będziesz cwaniak

W raptem paru tweetach: ad personam, non sequitur, ignoratio elenchi, ad baculum...

Ech, czyż jest jest jakikolwiek sens tracić czas na walkę z takimi logicznymi wiatrakami?