W czwartek obejrzałem sobie półfinał Eurowizji, popodniecałem się zajebistością show, jakie stworzyli, pokibicowałem moim faworytom i grzecznie poszedłem spać. Tak po prostu. Ale gdy w piątek zajrzałem do internetów, przeżyłem mały szok. Szok oraz zawód poziomem intelektualno-społecznym ludzkości, a przynajmniej tej wschodnioeuropejskiej części...

Dla mnie nie było nic dziwnego w występie Conchity. Jest świetną wokalistką, ma cudowny, czysty, przejmujący głos, piosenkę pełną poweru, wykonała ją perfekcyjnie w każdym calu, a scenografia dopełniła idealności występu.

Ale nasze cebulastwo tego nie widzi. Wszystko przesłania im broda. Dopatrują się zepsucia obyczajów, homopropagandy, działalności Szatana, i kto wie czego tam jeszcze. W imię “normalności” potrafią zarzucić człowieka obelgami, kurwami, szmatami, nazwać “tym czymś”, “pedałem jebanym”... Taaa, a trochę później zapewne przejść się do kościółka i posłuchać kazania o miłości bliźniego...

To jest drastyczna różnica między wschodnim a zachodnim sposobem myślenia. Tam celebruje się bycie sobą. Tam mniej istotne jest to, jak wyglądasz, a bardziej – co dobrego robisz, czy dobrze się z tym czujesz i czy dostarczasz ludziom radości i dobrej zabawy.

Tutaj? Wszystko, co odstaje od normy, jest z definicji złe. Bo tak.

Tak jak można spuszczać się nad postacią Jana Pawła II, nie mając zielonego pojęcia o tym, co mówił i pisał, tak samo, jak widać, można jechać po Conchicie, nie zastanawiając się zupełnie nad przekazem z jej piosenek. Kto by tam tego słuchał. Lepiej samemu sobie wymyślić, że ona specjalnie się tak przebrała na Eurowizję, żeby zszokować i “wyłudzić” głosy. Otóż nie. Ona tak na co dzień. Chodzi tak po ulicy. To jest ona naprawdę, a nie na pokaz. A w swoich piosenkach śpiewa o tym, że chce być sobą, nie przejmować się krytyką innych, żyć w zgodzie z samą sobą.

W komentarzach, które czytałem, często pojawiało się pytanie o granice tolerancji i zarzut że Kiełbaska je przekracza. No więc odpowiadam: granice tolerancji są tam, gdzie drugi człowiek jest krzywdzony. I nigdzie indziej. Bo co cię właściwie obchodzi, jak kto się ubiera i jaki ma zarost? Fajnie jest mieć o tym własne zdanie, czy to według ciebie estetyczne czy nie, ale już niefajnie jest reizować człowieka, nazywając go “tym czymś”, tylko dlatego, że Ci się nie podoba. Granice tolerancji przekracza pedofil, krzywdząc dziecko, przekracza zoofil, krzywdząc zwierzę, przekracza morderca, pozbawiając kogoś życia, przekracza złodziej, pozbawiając kogoś mienia... Ale nie ktoś, kto się “dziwnie” ubiera. Lecz niestety zajrzenie w internety nie pozostawia złudzeń: mordercy, złodzieje i przestępcy seksualni wzbudzają o wiele mniejszy bulwers niż... piosenkarka.

Uwielbiam to narzekanie, że Thomas niszczy różnice między kobietą a mężczyzną, że “albo w te, albo wewte”, że jest “niezdecydowany” kim w ogóle chce być. Oj, on(a) bardzo dobrze wie. I tym jest. Uwielbia eksperymentować ze swoim wyglądem, i moim zdaniem świetnie mu/jej to wychodzi.

Jeżeli dla Ciebie świat jest czarno-biały, damko-męski, i nic poza tym, jeśli nie chcesz widzieć całej gamy innych kolorów pomiędzy, to problem jest w tobie, a nie w niej.