Gender kontra antygender

Przeżyłem wczoraj rozkosze intelektualne. Szczeciński oddział Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów zorganizował debatę “Gender kontra antygender”. I wyszła im ona nadspodziewanie dobrze.

Każdy wie, jak wyglądają debaty w telewizji. Na jaki by nie były temat, i kto by nie brał w nich udziału, to chyba przy każdej z nich waliłem się po głowie i myślałem o którymś z uczestników “no co za debil”. Ale wczoraj ani razu. Poziom był na poziomie. Bez przekrzykiwania, bez rzucania oskarżeniami, bez ad personam, bez walki politycznej. Były za to same rzeczowe argumenty i błyskotliwe myśli. Mrrr...

Dyskutowali ze sobą przedstawiciele świata akedemickiego, prof. Inga Iwasiów i prof. Wojciech Krysztofiak, moderował prof. Andrzej Skrendo. Wszyscy wybitni, inteligentni, dość znani, i poniekąd związani z moją osobistą przygodą z literaturą, więc tym bardziej chciałem ich bliżej poznać.

Widownia także była przednia. Sama śmietanka, pracownicy naukowi, przedsiębiorcy, przedstawiciele stowarzyszeń... (A przy okazji spore stężenie mniejszości seksualnych :D). Frekwencja nie tyle dopisała, co wręcz przerosła organizatorów, ledwo co zmieściliśmy się w sali.

Debata zaczęła się od zdefiniowania genderu i odpowiedzi na pytanie, czy jest on ideologią czy nauką. Inga Iwasiów uznała że nie powinno się nazywać go ideologią ze względu na negatywne konotacje tego słowa. Przede wszystkim jest nauką. Krysztofiak natomiast nie boi się słowa “ideologia”, słusznie zauważając jednak, że o wiele bardziej pasuje ono do ideologii katolickiej (już widzę to hasło: “stop ideologii katolickiej! stop seksualizacji ministrantów!”). Bardzo spodobała mi się też jego klasyfikacja nauk: takie dziedziny jak fizyka, które stawiają testowalne hipotezy i działają w praktyce, są naukami w pełnym tego słowa znaczeniu; takie jak socjologia czy psychologia już w mniejszym (ja je nazywam żartobliwie “naukami rozlazłymi”, w opozycji do ścisłych); natomiast takie jak gender czy filozofia już naukami nie są wcale. Co wcale nie znaczy jednak, że nie powinno być dla nich miejsca na uczelniach wyższych. Ach, tak bardzo po mojemu!

Strona antygender była, można powiedzieć, niedoreprezentowana. Wprawdzie niby występował po niej prof. Krysztofiak, ale nie jest on przeciwnikiem genderyzmu per se, lecz uważa, że sama rozmowa o nim jest pozbawiona sensu, jako że jego zdaniem płeć kulturowa (gender) jest jedynym co determinuje nasz behavior, natomiast płeć biologiczna (sex) nie ma na to żadnego wpływu, nie ma “męskich zachowań”, “żeńskich celów”, ani niczego takiego. Z tym twierdzeniem ośmielam się nie zgadzać. Przecież na nasz behavior wpływają związki chemiczne, wśród nich nie tylko alkohol czy narkotyki, ale także hormony – których wydzielanie jest ściśle związane z fenotypem, z gonadami. Testosteron, estrogen czy serotonina wpływają bardzo mocno.

Ten redukcjonizm prof. Krysztofiaka pani Iwasiów uznała nie za antygenderowy, lecz wręcz za najbardziej radykalne stanowisko feministyczne. Sam Krysztofiak natomiast przedstawił swoje poglądy tak, że ciężko się nie zgodzić z komentarzem prowadzącego prof. Skrendo, że jest on “przeciw a nawet za”.

Ale mimo tak mało wyraźnie zarysowanej opozycji między uczestnikami debaty (albo właśnie z tego powodu), można było sporo wartościowego z niej wydobyć. Mnie na przykład bardzo uderzyła wizja genderyzmu jako “uogólnionego”, uaktualnionego feminizmu. W moim odczuciu bowiem, feminizm skupia się wyłącznie na kobietach (jak zresztą nazwa wskazuje), tylko im chce pomóc, a współcześnie, gdy najważniejsze nierówności płci są już zażegnane, rzekłbym wręcz, że po osiągnięciu szczytnych celów zepsuł się i chciałby odwrócić starą hierarchię, dla odmiany zacząć dyskryminować mężczyzn. Coś jak apartheid w RPA. Gender natomiast pomaga wszystkim, chcąc ich uwolnić z więzów społeczeństwa, ze stereotypów płciowych i ograniczeń kulturowych. Kiedyś “zniewieścienie” mężczyzny było jak największa hańba, spotykało się z ostracyzmem. Dzisiaj posiadanie penisa nie obliguje już z automatu do realizowania nierealnego ideału męskiego, rycerskiego, agresywnego macho. Dziś da się bez większych przeszkód być sobą. Chwała genderowi!

W trakcie debaty padło pytanie, komu gender zagraża. Pan Krysztofiak, jak na bardzo aktywnego antyklerykała przystało, podzielił się wieloma spostrzeżeniami na temat relacji Kościoła katolickiego do genderu. Postawił tezę, iż ta nagonka, którą teraz obserwujemy, ma na celu zniechęcenie Polaków do Zachodu, zahamowanie integracji z powstającymi “Stanami Zjednoczonymi Europy”, przez którą polityczny środek ciężkości przenosi się z Watykanu do Brukseli. Profesor Iwasiów natomiast uznała, że ludzie, dla których gender stanowi zagrożenie, to zwolennicy “społeczeństwa patriarchalnego”. To określenie obejmuje wszystkich, chcących zachować swoją władzę, zarówno na poziomie państwa czy kościoła, jak i pojedynczych rodzin (których głową (jak w mojej) niekoniecznie musi być mężczyzna).

Dopiero pod koniec debaty, w komentarzu-pytaniu jednej z uczestniczek, padło nawiązanie do sprawy przebierania chłopców za dziewczynki w przedszkolach. Dziękowała ona, że ta debata nie była, jak te telewizyjne, przerzucaniem się sukienkami i paznokciami, lecz rzeczową dyskusją. Prof. Iwasiów dodała, że przebieranie się za kogokolwiek jest przecież idealnym sposobem na “wejście w jego skórę” i rozwinięcie u dziecka empatii, czy przebiera się za kominarza, czy za Chińczyka, czy Chinkę. Żadnej w tym seksualizacji dzieci, one same uwielbiają przecież się przebierać. Prof. Krysztofiak dodał, że on sam, jako dorosły facet, czasem daje swojej córce pomalować mu paznokcie, i nawet nie wstydzi się wyjść tak na ulicę.

Pytań z widowni było sporo, i wniosły do debaty równie wiele, co wypowiedzi samych debatujących. Ogólnie wszytkiego było wiele. Tak wiele, że choć już rozpisałem się znacznie bardziej niż zamierzałem, to wciąż mnie przytłacza ogrom tego, co musiałem pominąć milczeniem. Powiedzmy, że już na tym skończę.

Podsumowując zatem – było przaśnie. Ambitnie, intelekualnie, na poziomie, bez uprzedzeń, zahamowań, kłótni, walki interesów. Zamiast politycznego szukania, jak kto może na czymś zyskać, było dążenie do tego, by ludziom było lepiej. Było po prostu edukacyjnie. Ciekawie.

Related posts:

Pansexual problems:

Even as a cis man, I’ve experienced how awful gender roles are. There’s always someone questioning your masculinity, someone always know better, what it takes to be a “real man”, don’t they? Especially if you’re gay. Because, you know, fucking some sweaty, muscular dude in the ass, is so... delicate, so feminine, isn’t it? Ask any homophobe...

Continue reading…
(~6 min read)

Jako dziecko byłem bardzo żądny wiedzy. Nie żebym teraz już nie był, ale wtedy szedł za tym taki dziecięcy entuzjazm, tysiąc pytań na minutę, ciekawość wszystkim dookoła. Teraz już chyba dość tych informacji, ba, zdecydowanie za dużo, więc trzeba umieć filtrować tylko te potrzebne.

Continue reading…
(~9 min read)

Nie potrafię zrozumieć, czego religie tak nie znoszą w homoseksualności. Czemu mają taką obsesję na jego punkcie. Ani w ogóle – co jedno z drugim ma wspólnego. Ale najwidoczniej coś ma, skoro niemal wszystkie tyle o tym trąbią i tak ogromny widzą w tym problem...

Continue reading…
(~6 min read)

Miałem przemilczeć temat ostatniego zamieszania wokół profesora Hartmana, ale ten pocieszny obrazek, który widzicie obok, wraz z całym artykułem który ten obrazek ilustruje, tak mnie rozśmieszył, że nie mogłem się nim nie podzielić. No więc już trudno, zacząłem to skończę. Dziś tematem: Wszystkofilia.

Continue reading…
(~4 min read)
Eliza Michalik

Język to potężne narzędzie. Nie tylko wyraża nasze myśli i umożliwia ich wymianę (de facto warunkując nasz rozwój jako gatunku), lecz także je kształtuje. Wiele przemian społecznych zaczyna się właśnie w płaszczyźnie języka: to, jak nazywamy dane osoby, grupy czy zjawiska, stopniowo wpływa na to, jak o nich myślimy.

Eliza Michalik w felietonie Płeć trzymająca język pisze o tym, jak język polski odzwierciedla patriarchalną strukturę polskiego społeczeństwa w przeszłości, i jak to wciąż wpływa na konserwowanie go w czasach obecnych. Oraz o tym, że powinniśmy z tym zjawiskiem walczyć, końcówkowując kobietom kobiecymi końcówkami.

I jak z jednej strony się z nią zgadzam i szczerze kibicuję, tak z drugiej nie jestem do końca przekonana, czy szastanie “premierą”, “gościnią” czy “profesorą” jest najlepszym pomysłem.

Continue reading…
(~7 min read)

Wiem wiem, za dużo już na ten temat, rzygać nim można. Ale obiecuję, że będzie krótko.

Continue reading…
(~2 min read)

Ostatnio na wykładzie z socjologii (przedmiot zupełnie niezwiązany z moimi studiami) usłyszałem bardzo trafną obserwację – że najważniejsze, co się zmieniło w Kościele w ostatnich stuleciach, to “właściciele” wiedzy. Kiedyś to duchowni byli najlepiej wykształconymi członkami społeczeństwa. A dziś? Teologię ciężko nazwać “wykształceniem”. Nauka, wiedza przyrodnicza i techniczna – to to pcha świat do przodu. Duchowni mają coraz mniejszy wpływ na ludzi, ponieważ ludzie po prostu wiedzą więcej. Teologia nie pasuje im do rzeczywistości. Dostrzegają sprzeczności i kłamstwa, coraz trudniej im we wszystko wierzyć...

Continue reading…
(~6 min read)