Doszedłem ostatnio do wniosku, że krzewienie racjonalizmu jest walką z wiatrakami. Wiem, wiem, wniosek mało odkrywczy. Już wiele osób mi tak przecież mówiło... Ale ja naprawdę wierzyłem, że skoro przez ostatnie wieki tak bardzo zmienił się nasz sposób myślenia, to można go sobie ekstrapolować na przyszłość. Otóż chyba jednak właśnie nie można. Wciąż jesteśmy na bakier z rozsądkiem.

Bo pomyślałem sobie o reklamach. Wprawdzie telewizji nie oglądam, a w Internecie bronię się przed nimi AdBlockiem, ale tak czy siak daleko od nich nie ucieknę. I widzę, na czym się opierają: na emocjach, a nie rozumie.

Dlaczego miałbym kupić produkt tej marki, a nie innej? Bo jest tańszy, lepszy, szybszy, wygodniejszy, bardziej ekonomiczny. To są całkiem rozsądne argumenty, czyż nie? Lecz jakże ciężko znaleźć takie w reklamach! Która firma powie Ci dokładnie, dlaczego właściwie jest lepsza od konkurencji? Nie, firma w reklamie pokaże Ci grupkę uśmiechniętych dzieci, szczęśliwą rodzinę, piękny krajobraz, szczeniaczki, strudzoną życiem starszą osobę... W jednym bloku reklamowym potrafią się znaleźć ze trzy spoty produktów tego samego typu, w których można by pozamieniać nazwy marek i nikt by nie zauważył różnicy. Bo na przeciętnego konsumenta nie działają argumenty, liczby, dane, ani własności produktu. Gdy pójdzie do sklepu, to i tak sięgnie po daną markę, bo po prostu dobrze mu się kojarzy. Marketing operuje na emocjach. I działa.

Działa na nas wszystkich, czy tego chcemy czy nie. Emocje są nam bliższe, bardziej ludzkie. Sam widzę jak bardzo mój nastrój wpływa na moje niby to racjonalne decyzje. Jak często złoszczę się na kogoś, choć umysł mówi, że wcale nie mam powodu.

Jeśli ludzie wierzą we wróżki, przywoływanie duchów, homeopatię i inne bzdury, to niekoniecznie tylko dlatego, że są głupi. Wierzą, bo emocje zbyt mocno wpływają na ich decyzje. Umysł może i odrzuca ideę wróżenia z fusów, ale serce już za bardzo się zaciekawiło, napaliło na obietnicę poznania przyszłości. Umysł może i wie, że ze zmarłymi rozmawiać się nie da, ale serce tak gorąco pragnie porozumieć się z najbliższymi, że nie dopuszcza do niego tej myśli. To emocje nami rządzą. A oszuści to wykorzystują, manipulują i ciągną kasę.

Nie zawsze jednek podążanie za sercem wychodzi nam na złe. Gdy wybieramy partnerów życiowych, kierujemy się raczej irracjonalnymi niż racjonalnymi kryteriami. Często ciężko nam nawet odpowiedzieć na pytanie “dlaczego właśnie on/ona?”. No bo tak. Bo go kochamy. Kropka. Gdy szczerze się zastanowimy, to przecież nie jest wcale lepszy, mądrzejszy, piękniejszy od innych. Ale dla nas jest. To on sprawia, że czujemy się lepiej, że jesteśmy szczęśliwi. Czy to źle?

Chyba po prostu trzeba znać zdrowy umiar i w jednym i w drugim. W Star Treku rasie Wolkanów wyzbycie się emocji wyszło raczej na dobre. Ale przypomina mi się także znakomity film _ Equilibrium_, w którym pokazano antyutopię, gdzie uczucia są wytępione i zakazane. Tam nie było kolorowo. Nudno, bezsensownie, bezcelowo, bez wzruszeń, bez uniesień, bez radości życia. Panowała tyrania nijakości.

Sam staram się trzymać emocje na wodzy. Cieszyć się tym, co dobre, lecz do niego nie przywiązywać. Akceptować to, co złe, lecz się nim nie przejmować. Oczywiście, że to nie jest łatwe. Oczywiście, że mi nie wychodzi. Ale na ile wychodzi, na tyle czyni mnie szczęśliwym...

Szkoda tylko że z tego krzewienia racjonalizmu raczej nic nie wyjdzie. A przecież on nie jest zły. Wcale nie wyklucza emocji. Za to emocje potrafią zagłuszyć rozum. I chyba właśnie o to powinniśmy się starać – żeby po prostu nie zagłuszały.