Halloween mnie ani ziębi ani grzeje, więc nawet nie pomyślalałem, by cokolwiek o nim pisać. Ot, zwyczaj jak zwyczaj, z jednej strony fajna zabawa i oderwanie się od rzeczywistości, z drugiej – mnie tam niezbyt bawi.

Ale bawi mnie co innego. Wieczne wojny dokoła tego dnia. Coroczne święte oburzenie, coroczne straszenie demonami, wyzywanie od pogan, nagonka, pseudopoważne debaty. Doprawdy, nie ma ważniejszych problemów w tym kraju... Rozbawił mnie pewien artykuł na ten temat [link], więc pomyślałem, że możemy pośmiać się z niego wspólnie.

Co jest w artykule? Że Halloween to ponoć “promocja śmierci”. Powiedział ksiądz noszący trupa na szyi. Powiedział przedstawiciel religii opartej w całości na skutkach śmierci jednego człowieka, religii czczącej relikwie, wystawiającej wiernym do podziwiania ciała martwych świętych. Przecież to taka aseksualna nekrofilia!

Wszystkich Świętych ponoć jest “radosną” alternatywą dla Halloween. No ej, serio? Jasne, w WŚ chodzi o radowanie się z tego, że ponoć czeka nas kiedyś niebo, oraz o dzielenie szczęścia tych, którzy już się tam dostali. Ale inna sprawa że w praktyce mało kto o tym tak myśli, zdecydowana większość nie ma pojęcia o “oficjalnym” sensie tej uroczystości, lecz dołuje się cmentarzami, tęsknotą za zmarłymi, a do tego jeszcze tłumami, korkami, wypadkami, listopadową smętną pogodą... Szczyty radości normalnie. A o co chodzi w Halloween? Czy o pokazanie że śmierć jest fajna? Wręcz przeciwnie! Śmierć jest dla ludzi przerażająca! Halloween jest wyśmianiem jej, a przez to oswojeniem tego strachu. Skoro śmierć jest nieuchronna, to chyba warto do niej podejść z dystansem i śmiechem, prawda?

Artykuł mówi o akcji, którą sam też zaobserwowałem na facebooku (cóż, ciężko nie zauważyć). W ramach sprzeciwu wobec Halloween chrześcijanie zmieniają swoje awatary na ikony swoich świętych patronów. Ciut to irytuje, bo wszystkie te obrazki są w jeden, nudniasty deseń, i ciężko na pierwszy rzut oka rozróżnić znajomch od siebie, no ale... Akcja już doczekała się kontrakcji (choć mało popularnej) polegającej na wrzucaniu zdjęć dynii, “ponieważ wcale nie jesteśmy świętymi”. Mam pomysł na jeszcze inną – ludzie LGBT mogliby zmieniać awatary na rozseksualizowane obrazy swojego nieoficjalnego patrona, św. Sebastiana. Albo na przykład można by użyczyć swojego awatara takim “świętym”, jak choćby Jose Anchieta, masowy morderca Indian, wraz z opisami ich wielkich “dzieł” w imię ewangelizacji.

Halloween, według osób wypowiadających się w artykule, ma być złe między innymi dlatego, że jest niepolskie, że tu “nie pasuje”. Oraz dlatego, że jest “pogańskie”. Rzekli ludzie, którzy oglądają amerykańskie filmy, słuchają amerykańskiej muzyki, którym nie przeszkadza amerykański coca-colowy czerwony pajac Santa Claus, którzy co roku przyozdabiają pogańską choinkę podczas przejętego po poganach święta przesilenia zimowego, oddają cześć swojej wersji starożytnej Bogini Matki, ozdabiają wielkanocne koszyczki pogańskim symbolem płodności – zajączkiem... No i oczywiście: świętują na swój sposób pogańskie Dziady. Przeczytajcie sobie zdanie pana arcybiskupa: “W Dniu Zadusznym wspomina się zmarłych pokutujących za grzechy w czyśćcu. Chodzi więc o tych zmarłych, którzy nie mogą wejść do nieba, ponieważ mają jeszcze pewne długi do spłacenia Bożej sprawiedliwości”. A teraz moje zdanie: “W czasie Dziadów wspomina i przywołuje się zmarłych pokutujących za grzechy błąkając się po ziemi. Chodzi więc o tych zmarłych, którzy nie mogą wejść do nieba, ponieważ mają jeszcze pewne sprawy do załatwienia”.

Jeden ksiądz z artykułu proponuje zamiast “okultyzmu” wziąć się za paradowanie po mieście ze szczątkami ciał dawno zmarłych ludzi zamkniętymi w złote relikwiarze. Ale jednocześnie twierdzi, że przecież sprzeciwia się “promocji śmierci”. Hahaha! Zresztą, w jaki w ogóle sposób dało by się niby “promować śmierć”? Śmierć jest powszechna i nieunikniona, nie potrzebuje promocji. Przecież nikt nie może powiedzieć “śmierć to tylko propaganda, ja tam nie umieram”. Chyba że o czymś nie wiem.

Z wypowiedzi tych wszystkich przeciwników Święta Duchów bije bardzo prosty przekaz, choć wprost tego nie mówią. Ale ja słyszę. Słyszę: “Halloween to dla nas konkurencja. Nasze zabobony są dobre, a tamte są złe, bo z tamtych nie mamy kasy”.

Halloween można lubić albo nie lubić, można mieć ku temu racjonalne powody albo idiotyczne powody, można się nim ekscytować, można mieć je totalnie w dupie... Wszystko spoko. Naprawdę. Tylko hipokryzja nie jest spoko. Drogi księże antyhalloweenowcu! Nie przemknęło Ci kiedyś przez myśl, że Jezus mówiąc “Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy!” mógł mówić także do Ciebie?