W wielu sprawach ludzie jakby uparli się, żeby wszędzie doszukiwać się dychotomii, czyli jasnych podziałów na dwa rozdzielne i przeciwstawne zbiory. Szczególnie widać to w zagadnieniach filozoficzno-religijnych: świat składa się z ducha i materii, dobra i zła, istnieje Bóg i Szatan, Niebo i Piekło, sacrum i profanum...

Czemu tak lubimy dychotomie, a mniej nas jara idea jedności albo ciągłego spektrum albo plątaniny złożonych powiązań?

W przypadku Nieba i Piekła ta mocna dwudzielność zaczęła się psuć, gdy dla zysku wymyślono sobie jeszcze Czyściec, a dla złagodzenia jawnej niesprawiedliwości, że dobrzy, choć nieochrzeni ludzie mieliby trafiać do Piekła, wymyślono jeszcze Otchłań.

Podział na sacrum i profanum rozwijał się natomiast w drugą stronę. W starożytności były ze sobą pomieszane jak tylko się dało – egipscy bogowie mieli boskie moce, lecz zwierzęco-ludzkie ciała, greccy mieli boskie moce, lecz ludzkie charaktery, wady i zalety, puszczali się ze śmiertelnikami, płodzili z nimi herosów... Dopiero później sfery sacrum i profanum zaczęły być bardziej rozdzielane. Między ludzkim a boskim, świętym a laickim, pojawiła się ściana.

Ale przecież nie ma żadnej jasnej granicy między świętym a nieświętym! Już nawet pomijając fakt, że co innego jest święte dla Żydów, co innego dla Hinusów, a jeszcze co innego dla Muzułmanów. No ale spójrzmy chociaż na Koran czy Biblię. “Święte księgi”, prawda? Co czyni je świętymi? Co sprawia, że za ich publiczne zniszczenie może grozić sąd i kara albo gniew i agresja połowy świata Arabskiego? Ich słowa? Hmm... Te słowa, które były przepisywane setki razy przez nie zawsze kompetentnych skrybów, tłumaczone w te i wewte, mniej lub bardziej zgrabnie, te słowa, których oryginalne znaczenie zdążyło już przez te dwadzieścia wieków niemal zupełnie nam umknąć? Te słowa, wśród których można znaleźć także nakazy dokonania ludobójstwa, traktowanie niewolnictwa jako czegoś najzupełniej normalnego, pochwała dżihadu, pedofilii czy kaleczenia dzieciom genitaliów?

Więc co czyni te (i podobne) księgi świętymi? Może okładka? Ten napis “Koran” albo “Biblia”, który je wyróżnia? Co wtedy z księgami o zniszczonych okładkach? Co jeśli ktoś oprawi Dana Browna w okładkę z Biblii? Albo przyklei na niego karteczkę “Koran”. Czy to uczyni jego książkę świętą?

Tak samo jest ze wszystkim innym, co uznajemy za strefę sacrum. Budynek staje się “święty” nie dlatego, że jest w nim cokolwiek specjalnego, lecz dlatego, że ktoś kiedyś wykonanał nad nim jakieś rytuały. Dlatego, że istnieją ludzie, którzy go za święty uważają. Bez nich – byłby tylko budowlą jak każda inna. Bez wiernych każdy prorok byłby tylko człowiekiem. Całe sacrum istnieje tylko w jednym miejscu – w ludzkich umysłach.

Ale czy to znaczy, że wszystko jest profanum? Nie! Skoro nie ma żadnego podziału, to samo profanum też traci sens. Wszystko, co jest, po prostu jest. Wtedy równie dobrze można powiedzieć, że wszystko jest sacrum, czemu nie? Można zachwycać się ogromem wszechświata, podziwiać każdy jego atom, można doceniać i szanować każde miejsce, każde słowo, każdego człowieka...

Tak samo – nic nie jest jednoznacznie ani dobre ani złe. Żaden przedmiot nie ma jakiejkolwiek oceny moralnej, żadna kometa nie lata, a żadna gwiazda nie świeci, ani z dobrymi, ani ze złymi intencjami. Trochę co innego nasze czyny – uznajemy je za niemoralne, gdy ktoś w ich wyniku cierpi (choć niektórzy rozszerzają ten warunek jeszcze na takie dziwactwa jak bezsensowne zasady ze starych książek albo inne fanaberie). Ale przecież nie każdy podobny czyn jest równie dobry albo równie zły. Przecież żadne zdarzenie nie jest tylko dobre albo tylko złe. Spinoza porównywał to do lekarstwa: przecież ten sam lek jednego wyleczy, a drugiemu może zaszkodzić jeszcze bardziej. [→ Relatywizm moralny]

O nikim nie powiedziałbym “dobry człowiek”, ale nie powiedziałbym też “zły człowiek”. Jesteśmy na to zbyt skomplikowani, mamy przeróżne doświadczenia, historie, motywy, charaktery... Jak można to wszystko spłycić do prostackiej dychotomii dobry/zły?

O takim zero-jedynkowym widzeniu świata pisałem już w temacie pojęcia duszy [→ O duszy] i doszedłem tam do wniosku, że nieznośnie zniekształca to rzeczywistość, przekłamuje ją. To samo jestem skłonny powiedzieć o każdej dychotomii. Prymitywny opis “zero albo jeden” chyba nigdzie nie zdaje egzaminu. Nie, nawet nie w informatyce, z którą jest zawsze kojarzony. Tam działa on tylko na najbardziej podstawowym poziomie. Wszystko inne to zorganizowanie tych bitów w dłuższe ciągi reprezentujące liczby z dużą dokładnością, budowanie z nich struktur, klas, drzew, list, tablic, baz danych, określenie wzajemnych relacji...

Również w literaturze widać, jak prymitywne są takie zero-jedynkowe podziały. Ta grupa bohaterów jest dobra, a tamta zła. Jakie to nudne! Prawdziwe mistrzostwo pióra pojawia się tam, gdzie jest gra światłocienia. Rowling bawi się uczuciami czytelników wobec Severusa Snape’a – wzbudza on nienawiść, najpierw szczeniacką (“nauczyciel się na mnie uwziął”), później bardzo uzasadnioną (“on zabił Dubledore’a!”), po to by w ostatniej części, w przeciągu jednego rozdziału, przewróciło nam się w głowach 180°, a Snape stał się najbardziej szlachetną, pełną miłości, najbardziej tragiczną i uwielbianą postacią w całej serii... Majstersztyk. U Rowling każdy ma swoje wzloty i upadki, popełnia błędy, ma mroczne tajemnice, ma szanse na odpokutowanie swoich win... Tak samo w filmie – czyż takie postacie jak Hannibal Lecter czy Joker, negatywne-lecz-nie-można-ich-nie-lubić, nie są najbardziej fascynujące?

Norwid pisał:

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...

Językowe cudo. Ale treściowo – myślę zupełnie inaczej... Bez-tęsknota i bez-myślenie może i są łatwe i przyjemne, ale nie dla kogoś, kogo taki nietęskny i głupi świat po prostu nudzi. Tak samo i “prosta mowa – tak tak, nie nie” (Mt 5, 36), prosta dychotomia, prosty, jasny podział – może i wydają nam się piękną utopią, do której powinniśmy dążyć i do której nam tęskno... ale taka wizja świata jest nie tylko nudna, lecz wręcz zwyczajnie nieprawdziwa...