Wydaje mi się oczywiste, że dumni możemy być z czegoś, co jest naszym własnym osiągnięciem, nad czym długo pracowaliśmy i udało się. Albo możemy być dumni z takich osiągnięć naszych bliskich.

Nikt normalny natomiast nie szczyciłby się w ten sposób wygraną w toto lotka. To zwykły fart, a nie żadne osiągnięcie. Dlaczego więc tak wiele osób jest “dumna” z czegoś, co jest dziełem przypadku lub innych zewnętrznych czynników?

“Jestem dumny że jestem Polakiem”. Albo Niemcem, Amerykaninem, nieważne. Czym tu się szczycić? Przypadkiem genetycznym? Urodziłeś się akurat w tym, a nie innym miejscu globu. Tak trudno było to osiągnąć? Tak bardzo bycie Francuzem jest lepsze od bycia nie-Francuzem, żeby się tym szczycić?

Mniejsza z tym, kiedy taka duma jest po prostu pustym, źle użytym sformułowaniem. Schody zaczynają się wtedy, gdy z tej dumy zaczynamy wnioskować wyższość swojego narodu nad innymi. Na jakiej niby podstawie? A nawet jeśli by uznać, że naród jako całość jest w jakimś tam sensie lepszy od innego narodu jako całości, to gdzie w tym jest twoja osobista zasługa? Z takiego poczucia wyższości wyrasta jedynie rasizm, szowinizm, niepotrzebna przemoc. Na takim poczuciu opierał się nazizm i wiele innych zbrodniczych systemów. Niezliczona liczba wojen i powstań była stoczona głównie po to, aby jakiś skrawek lądu zmienił flagę z mniej słusznej na bardziej słuszną... Czy jest sens przelewać krew za coś tak efemerycznego jak naród? W imię czegoś tak przypadkowego jak przynależność akurat do tego, a nie innego?

Wielu ludzi jest “dumnych z bycia gejem”, chodzą na parady “gay pride”. Ale czemu? Bycie homo jest faktem, a nie osiągnięciem. Osiągnięciem może być pogodzenie się z tym, odważne przyznanie się do tego przed rodziną i znajomymi... Z takich rzeczy, owszem, można i trzeba być dumnym. Ale z samego faktu? Homoseksualność z całą pewnością nie jest powodem do wstydu, ale czemu miałaby być powodem do dumy?

To samo dotyczy “black pride”, a może nawet i w większym stopniu, bo przecież kolor skóry widać na pierwszy rzut oka, orientację niekoniecznie. Osoba nosząca plakietkę z obrazka powyżej (“Powiedz to głośno: jestem czarny i jestem z tego dumny”) wydałaby mi się po prostu niepoważna. No przecież widzę, że jesteś czarny, po co masz mi to mówić? I z czego tu być dumnym? Ja za stwierdzenie “jestem dumny z bycia białym” zostałbym wyzwany od rasistów...

Można się nie wstydzić koloru skóry. Można być dumnym z opierania się dyskryminacji z tego powodu. Martin Luther King powinien być dumny ze swojej heroicznej walki o prawa mniejszości. Ale dlaczego ktoś miałby być dumny z powodu zwykłego przypadku genetycznego?

Proszę, myślmy nad słowami, których używamy.