Dalai Lama a kwestia in vitro

youtube.com/watch

Po dłuższej nieobecności sesyjno-przeprowadzkowo-pracowo-chorobowej, powoli wracam do świata żywych. Witajcie! :)

Ad rem. Kto uważał w liceum na polskim, powinien kojarzyć balladę “Król Elfów” Goethego. Opowiada ona o ciężko chorym, umierającym chłopcu, którego ojciec wiezie konno w poszukiwaniu pomocy. Syn majaczy w gorączce, słyszy tajemnicze głosy przywołujące go do siebie, widzi tajemniczą zjawę, Króla Elfów... Cierpi, umiera...

Goethe pisał tę balladę, by pokazać, jak to skrajne stany świadomości pozwalają człowiekowi “widzieć więcej”. Ja tam odczytuję ją dokładnie odwrotnie – że właśnie w im gorszym stanie znajduje się czyjś mózg, tym bardziej zakłócona i zakłamana jest jego percepcja rzeczywistości... No ale dziś nie o tym. Dziś o współczesnej reinterpretacji utworu Goethego, której to dopuścił się zespół Rammstein w utworze “Dalai Lama”.

Tam również mamy syna umierającego w ramionach ojca, lecz tym razem oczekującego na śmierć w wyniku zbliżającej się katastrofy lotniczej. Tu również syn słyszy przyzywające go głosy (“Komm her, bleib hier, wir sind gut zu dir / Komm her, bleib hier, wir sind Brüder dir”), tam również zmierza w stronę wyimaginowanego przyjaciela, którym nie jest już nim Erlkönig (Król Elfów), lecz Herrgott (Pan Bóg).

Król Elfów kusił dziecko, by poszło za nim (na drugą stronę życia). Również w piosence to nadprzyrodzona postać, Bóg, jest sprawcą śmierci malucha. Bóg jest zły na człowieka. Grzmi z nieba, że człowiek “nie należy do powietrza”, że to nienaturalne, by latał, że to niezgodne z boską wolą:

Der Mensch gehört nicht in die Luft
So der Herr im Himmel ruft

Dlaczego ten fragment kojarzy mi się z tytułowym in vitro, chyba nietrudno się domyślić. Ciężko zliczyć, ile to razy słyszałem zarzut, że techniki sztucznego zapłodnienia są “zabawą w Boga”. Że tworzenie życia “nie należy do człowieka”. Że “to nienaturalne”... Ile to razy badania nad komórkami macierzystymi, abiogenezą czy klonowaniem były hamowane przez oszołomów rzucających właśnie takimi argumentami...

“Dalai Lama” pokazuje, jak idiotyczne jest to myślenie. Skoro to wszystko jest nienaturalne i wchodzi Bogu w kompetencje czy też narusza jego boski plan, to tym bardziej należało by uznać za niemoralne takie rzeczy jak samoloty, statki i łodzie podwodne – przecież dzięki nim człowiek może przebywać w środowisku, do którego Bóg wcale go nie przeznaczył. Należałoby zbojkotować także drapacze chmur – przecież Biblia wprost mówi, że Bóg uważa budowanie wysokich wież (Babel) za zamach na swoją osobę. A co dopiero loty w kosmos!

Wy wszyscy, którzy chadzacie tym tokiem myślenia – opamiętajcie się, proszę... Usiłujecie zatrzymać świat w rozwoju. Przecież to i tak wam się nie uda, więc po co psuć innym życie?

PS Jeśli zastanawia Was, co tytuł “Dalai Lama” ma wspólnego z treścią utworu, to Wikipedia podpowiada, że chodzi o aluzję do Dalajlamy XIV i jego fobii przed lataniem. Ot, ciekawostka.