Czysta myśl bez słowa

Miewacie czasem tak, że uświadamiacie sobie: “kurde, przecież ja już to przed chwilą pomyślałem, po co jeszcze to sobie w głowie artykułuję”? Ja tak miewam często. Czuję, że w mojej głowie są dwa głosy (choć jeden z nich ciężko nazwać “głosem”).

Pierwszy operuje czystą myślą, samą ideą, która nie jest ani obrazem, ani słowem... Po prostu jest. Pojawia się w głowie, przychodzi jakby z zewnątrz, z jakiegoś innego “ja” (a może właśnie bardziej wewnętrznego?). Drugi głos natomiast upiera się, żeby te wszystkie myśli koniecznie ubrać w słowa.

Niemal wszystko, co podpowiada pierwszy jest w jakimś tam stopniu dobre, błyskotliwe, wartościowe. Równolegle odzywa się ten drugi i we wszystkim miesza. Pierwszy oświeca, a drugi go zagłusza, choć niby tylko po nim powtarza. Daje czas na pojawienie się złych emocji, czasem uderza po twarzy okrutnie brzmiącym słowem. Słowa budzą w nas emocje, skojarzenia, uprzedzenia, wtłaczają rzeczywistość w dość ciasne ramy...

Ale nie mówię, że te słowo-myśli są niepotrzebne czy szkodliwe, wręcz przeciwnie. Wprawdzie czasem przez nie gubimy wątek, kiedy słowa zagłuszają czystą myśl, ale kiedy indziej to właśnie one pomagają nam ten wątek utrzymać. Pomagają zapamiętać. Tego głosu w głowie warto wysłuchać zanim się coś powie czy napisze, bez niego raczej ciężko sklecić sensowne zdanie.

Chodzi o to, że warto rozróżnić, który do czego służy. Warto zauważyć, że one istnieją. Warto poznać potęgę czystej myśli. Warto od czasu do czasu poświęcić czas na wyciszenie tego hałaśliwego słowo-głosu i słuchać, co ma bezsłowny do “powiedzenia”.

Właśnie tak rozumiem medytację. Nie wiem, być może źle, być może zupełnie inaczej niż buddyści czy hinduiści. Ale tak czy siak – dla mnie to działa. Kiedy wyciszy się umysł, same do człowieka zaczynają przychodzić olśnienia. Najlepsze pomysły przychodzą gdy się nie myśli.

ilekroć zaczynalibyśmy wszystko od nowa,
zawsze zaczynać będziemy
od skomplikowania rzeczy prostych – od nazwania

Tomasz Majzel

Related posts:

Tak właściwie, język ma z dosłownie wszystkim dużo wspólnego... Ale w tematyce okołometafizycznej widać te związki jeszcze wyraźniej, ze względu na magiczną oraz impresywną funkcję języka. Wpływ magicznej jest dość oczywisty. Język jest filarem rytuałów, tworzy atmosferę (a szczególnie w przypadku rytuałów w tajemniczych czy martwych jezykach, jak łacina), buduje sacrum. Ludzie wierzą, że wypowiedzenie określonych słów może ściągnąć na kogoś błogosławieństwo lub przekleństwo, odpuścić grzechy, przeprowadzić zmarłego do zaświatów, wyprosić u Boga jakieś łaski, etc. etc.

Continue reading…
(~4 min read)

Na początku było Słowo.

Nie, nie na początku Wszystkiego, to by było głupie. Ale na początku ludzkości – jak najbardziej.

Continue reading…
(~2 min read)

Hipoteza Sapira-Whorfa mówi, że język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale też na nią w mniejszym lub większym stopniu wpływa. Słowa, których używamy, związane z nimi wspomnienia i skojarzenia, to wszystko zmienia nasz sposób myślenia, a co za tym idzie – zachowania.

Rozmaicie pojęta Siła Wyższa jest przykładem tego, jak różne myśli mogą być związane z różnymi słowami, mimo że podobno opisują one jedną i tę samą ideę. Już samo słowo “Bóg” jest fascynujące lingwistycznie. Już sama wielkość jego pierwszej litery niesie ze sobą duże znaczenie i zmienia przesłanie tekstu. Używane w każdym zakątku świata (oczywiście w różnych językach) znaczy niby to samo, a jednak każdy, kto je wymawia, ma na myśli kogo innego.

Continue reading…
(~5 min read)