Wiele portali pisze ostatnio o tym, czy i jak ateiści obchodzą święta. Tak czysto informacyjnie. Ja jednak chciałbym spytać, czy w ogóle mogą to robić. Głupie pytanie? Owszem, głupie. Ale spotkałem się ostatnio ze sporą dozą szczerego oburzenia wobec takich, którzy święta świętują, więc czuję, że warto parę słów jednak o tym napisać.

Przede wszystkim – chrześcijanie wcale nie mają monopolu na święta, bo Boże Narodzenie nie jest chrześcijańskim świętem! Jest szczytem synkretyzmu.

Ogromny wpływ na nie mają:

  • Czysta astronomia i cykl pór roku. W okolicach 22 grudnia przypada najdłuższa noc w roku. Później noce są już coraz krótsze, światła słonecznego jest coraz więcej, przyroda zaczyna wracać do życia, wszystko powoli się odradza, ludziom od razu robi się weselej. Jakże tu nie świętować?
  • Starożytne wierzenia. W związku z tym już na wiele stuleci przed Chrystusem świętowano narodziny rozmaitych bóstw solarnych. Słońce się odradza, a więc Bóg Słońca się odradza. Ozyrys. Mithra. Sol Invictis. Dionizos... Rodzące się chrześcijaństwo zagrabiło sobie te święta, łatwiej je było przejąć i dostosować do swojej wiary, niż zniszczyć i zastąpić własnymi, nowymi. Starej wiary się tak łatwo nie wypleni. Data urodzin Jezusa (o ile on w ogóle istniał) nie ma przecież wiele wspólnego z datą Bożego Narodzenia. Tak było wygodniej Kościołowi.
  • Pogańskie zwyczaje. Również i później chrześcijaństwo przejmowało i dostosowywało cudze obrzędy. Pogańskim (germańskim) zwyczajem jest na przykład strojenie choinki. Wieszanie jemioły też ani trochę chrześcijańskie nie jest.
  • Współczesny konsumpcjonizm. “Św. Mikołaj” z reklam Coca-coli jest tylko czerwonym krasnalem, stworzonym by sztucznie pompować “świąteczny nastrój” i sprzedawać więcej i więcej. Sklepy molestują nas ozdobami świątecznymi, kolędami i gwiazdkowymi promocjami nawet już w listopadzie. Ale jeszcze nie widziałem chrześcijan, którzy oburzaliby się na to równie mocno i głośno, jak na przykład na jakiś tam dżęder czy inne pierdoły...

Gdzie tu jest chrześcijaństwo? Rzekłbym wręcz, że w Bożym Narodzeniu są Boga śladowe ilości. Jeśli ateiści mieliby nie mieć prawa obchodzić świąt, to chrześcijanie tak samo. To nie jest chrześcijańskie święto.

Poza tym, niektórzy niewierzący niezbyt mogą go nie obchodzić. Znaczy mogliby, ale wtedy uraziliby swoją rodzinę i bliskich... Bo czasem jeśli powiesz komuś “nie przyjdę na wigilię, bo nie wierzę w bzdury”, to zrozumie “nie przyjdę na wigilię, bo was nie kocham”. Czasem nie można na to nic poradzić, tylko pójść, odbębnić rytuały i mieć święty spokój oraz świadomość, że komuś bliskiemu poprawił się przez to humor. Czy to coś złego?

Ale wielu ateistów wręcz lubi święta. Nie z powodu Jezuska w żłóbku, lecz z takiego, że to jedna z niewielu okazji, kiedy (prawie) wszyscy bliscy mają wolne w tym samym czasie, można się na spokojnie spotkać w gronie rodzinnym, porozmawiać, pocieszyć się sobą. Niektórzy lubią ten świąteczny nastrój (choć dla mnie jest on sztuczny i komercyjny). Skoro lubią, to czemu im zabraniać?