Jest taka metoda szukania błędów w kodzie, polegająca na tym, że programista opowiada gumowej kaczuszce (lub innemu przedmiotowi), co dany kod robi, linijka po linijce.

Kaczuszka nie pomaga ani trochę. Jest w końcu tylko kawałkiem gumy. Ale pomaga myślenie na głos – pozwala się skupić na problemie i spojrzeć na niego z zewnątrz.

I tak sobie myślę, że na tej samej zasadzie może działać modlitwa. Nie czyni cudów, nie jest magiczna, nie jest przez nikogo wysłuchiwana. Ale pomaga wsłuchać się w siebie.

Niektórzy wygadają się przyjacielowi, innym wystarczy gadanie do samego siebie, a jeszcze innym przydaje się niewidzialna niebiańska kaczuszka.