Nieczęsto widzę Tomka płaczącego... To czuwanie było cholernie wzruszające, lecz nie przygnębiające. Wręcz przeciwnie: radosne, kolorowe, podnoszące na duchu.

Ludzie przyszli tam tacy, jakimi są. Drag, trans, z dziewczyną, z chłopakiem... Tęczowi, radośni, otwarci. Nie pozwolili, by jakiś homofob z karabinem cokolwiek w nich zmienił.

Przyleciał do Berlina chłopak z Orlando, który stracił w zamachu swoich bliskich przyjaciół. Po tym, jak jego własna rodzina go odrzuciła, to Pulse stał się jego domem. W tym klubie znalazł swoją nową rodzinę; tydzień temu musiał patrzeć, jak umiera. A ja swoją rodzinę ciągle mam szczęście trzymać za rękę...

W tekście jednej piosenki, którą dwie dziewczyny napisały specjalnie dla ofiar Orlando, był fragment “so if you’re still alive, put your hands up”. A ja nie mogłem ich podnieść, nie mogłem klaskać. Bo trzymałem w nich zdjęcie jednej z ofiar. Tak samo jak Darryl i 48 innych nie mogą już tego zrobić.

Choć nikogo z nich nie znałem, poczułem się, jakbym to ja zginął.

Przemawiał też ambasador USA w Berlinie. Przypomniał, jak jeszcze rok temu Berlin świętował podczas CSD amerykańską równość małżeńską. A dziś razem opłakujemy ofiary terroru w Ameryce. Choć to drugi koniec świata, ta rodzina zawsze jest razem.

Z tym tłumem, choć prawie nikogo tam nie znałem, czułem się jak z rodziną.

Ten tłum dodaje sił.

Brama Brandenburska jeszcze nigdy nie była taka piękna :)


Ten baner mówi: “Wszyscy sprzeciwiający się równym prawom są współwinni”.

Bo zamachowiec nie żył w społecznej próżni.

Jego czyn jest skutkiem dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Jeden powie “ci mają prawo brać ślub, a tamci nie”, inny powie “ci mają prawo wychowywać dzieci, a tamci nie”. Zamachowiec tylko poszedł krok dalej i powiedział “ci mają prawo żyć, a tamci nie”.