Poniższy tekst jest w całości tłumaczeniem artykułu ze strony
My Secret Compartments

Jezus zdaje się być całkiem dobrym człowiekiem. Uzdrawia chorych. Przywraca wzrok niewidomym i słuch głuchym. Organizuje pikniki dla ludzi i opowiada im historyjki. Powstrzymuje ludzi przed ukamienowaniem kobiety, mówiąc im, by przestali być takimi hipokrytami i dali sobie spokój. Wskrzesza człowieka z martwych po czterech dniach martwości. Umywa brudne stopy swoich uczniów. W pewnym momencie nie wytrzymuje, wkurza się i wywala wszystkich ze Świątyni przerobionej na targ. Lecz mimo tego wszystkiego zdaje się być zadziwiająco przyziemny jak na rzekomego Syna Bożego: zajęty głównie pomaganiem innym i spędzaniem czasu z ludźmi, o których ówcześni przywódcy religijni woleli nie pamiętać. Jeśli miałbym stworzyć listę ludzi, którzy żyli cnotliwie, imię Jezusa na pewno by się tam znalazło. Aczkolwiek, nie sądzę, żeby Arystoteles się ze mną zgodził. Właśnie tak. Filozof, którego pisma stały się potem tak blisko związane z Kościołem rzymskokatolickim, niekoniecznie uznałby Jezusa za pełnego cnót. W istocie, choć jest wiele podobieństw między chrześcijańskim i arystotelejskim pojęciem cnoty, to Jezus łamie arystotelejskie kryteria cnotliwości na wiele sposobów. Dzięki analizie Etyki nikomachejskiej Arystotelesa oraz Kazania na górze Jezusa widzimy, że Jezus na wiele sposobów zachęcał do przesady i wady, nie pozwala by dogmaty cnoty były względne dla różnych osób, oraz zniechęca do działania cnotliwego dla cnoty samej w sobie – co określa Jezusa, a zatem także jego wyznawców, nie tylko jako pozbawionych cnoty, lecz także niezdolnych do osiągnięcia szczęścia w sensie, jaki przedstawia Arystoteles.

W Etyce nikomachejskiej Arystoteles definiuje cnotę jako “trwałą dyspozycję do pewnego rodzaju postanowień, polegającą na zachowaniu właściwej ze względu na nas średniej miary, którą określa rozum, i to w sposób, w jaki by ją określił człowiek rozsądny”. Innymi słowy, cnota to taka cecha, o której sami wybieramy, że chcemy ją reprezentować. Cecha taka jest zdefiniowana przez osobę idealnie cnotliwą i racjonalną. Sposobem na realizowanie cnoty jest obserwowanie złotego środka. Arystoteles definiuje go “przez odniesienie do dwóch skrajności, wad: jedną jest przesada, drugą – niedobór”, i jest to względne. Stąd, cnota jest wyborem złotego środka między przesadą a niedoborem, zależnym od danego człowieka

Ten punkt środkowy manifestuje się różnie dla różnych osób, co oznacza, że nawet jeśli ty i ja bylibyśmy cnotliwi, nasza cnota może wyglądać inaczej. Możesz być miliarderem, a ja biedakiem. Wtedy moja hojność i twoja hojność będą się wydawały inne, ponieważ będziemy oddawać drastycznie różne kwoty pieniędzy. Nie znaczy to jednak, że któryś z nas jest bardziej cnotliwy od drugiego, bo obaj zachowujemy złoty środek między ekstrawagancją a skąpstwem.

W drugiej księdze Etyki nikomachejskiej Arystoteles wymienia czternaście cnót: odwaga, samokontrola, hojność, wspaniałość, wzniosłość, ambicja, łagodność, przyjazność, prawdomówność, zabawność, skromność, prawe oburzenie, sprawiedliwość rozdzielcza i wyrównująca (Arystoteles 45-8). Wszystkie te cnoty są aktywnymi cechami, które człowiek może wybrać i realizować. Idea cnotliwości w chrześcijaństwie jest natomiast ściśle związana z bojobojnością. Osoba cnotliwa przejawia cechy boskie. Jezus przedstawia cnotliwe zachowanie w Ośmiu błogosławieństwach podczas Kazania na górze. Ludzie cnotliwi według tradycji chrześcijańskiej reprezentują następujące cechy: są ubodzy w duchu, płaczą, są cisi, łakną i pragną sprawiedliwości, są miłosierni, czystego serca, wprowadzają pokój, cierpią prześladowanie (Mateusz 5). Niektóre z błogosławieństw są sprzeczne z arystotelejskim pojęciem cnoty, jako że zachęcają do przesady lub niedoboru. Złotym środkiem między bogactwem a biedą jest komfort. Ktoś ubogi w duchu natomiast reprezentuje niedobór, więc nie może być uznany za cnotliwego według standardów Arystotelesa. Ciągły płacz również jest niedoborem. Tak samo cichość i potulność to cecha bierna. Złotym środkiem między uległością a dominacją jest bardziej asertywność niż potulność. Łaknienie i pragnienie implikują niedobór – złotym środkiem byłaby sympatyczność i zadowolenie. Miłosierdzie znajduje się na jednym końcu skali, której drugim końcem jest sprawiedliwość. Miłosierdzie jest zatem nadmiarem, przesadą. Wieczne dążenie do pokoju wygląda jak arystotelejska koncepcja tchórzostwa (71), ponieważ zagorzały pacyfista nigdy nie wybrałby walki. Ostatnie błogosławieństwo, bycie prześladowanym za prawość, nie liczy się jako cnota, ponieważ nie jest czynnością, którą samemu można wybrać. Jest wynikiem wyboru innych. Możemy zatem stwierdzić, że cnoty, które Jezus przedstawia w Błogosławieństwach, nie spełniają warunków cnót arystotelejskich, co czyni Jezusa i jego wyznawców pozbawionymi cnót według standardów Arystotelesa.

Ponadto, jeśli spojrzeć na na listę cnót samą w sobie, te arystotelejskie wydają się być bardziej aktywne niż chrześcijańskie. Zachowania zwane Błogosławieństwami są bardziej uległe.

Wiele spośród tych cnót chrześcijańskich nie pozostawia wiele pola do interpretacji. Podczas gdy Arystoteles określa cnoty miarą “obserwacji względem nas”, Jezus nie zostawia pola do manewru w kwestii relatywizmu. Przykładowo, ubóstwo jest mniej względne niż hojność. Podczas gdy hojność jest względna wobec ilości pieniędzy, jakie ktoś posiada, ubóstwo zawsze odnosi się do ektremalnego niedoboru majątku. Są, owszem, różne stopnie ubóstwa, niektórzy są biedniejsi od innych. Jednak ktoś z dzisiejszej amerykańskiej klasy średniej nie zostałby nazwany “biednym” nawet w porównaniu do Billa Gatesa. Podobnie pacyfizm nie jest względny. Każda przemoc jest brakiem pokoju. A zatem te cechy nie mogą być uznane za cnoty według standardów Arystotelesa. To samo można powiedzieć o naukach Jezusa w kwestii gniewu. W sensie arystotelejskim, cnotą nie byłoby bezwarunkowe powstrzymywanie i duszenie gniewu, ani też bezustanne weń popadanie. W opozycji do tego, Jezus naucza, że nigdy nie powienieneś być zły na swego bliźniego (Mt 5). To nie jest cnotliwe zachowanie wg Arystotelesa, tylko ciągły niedobór i brak względności.

Jest jednak konkretnny przypadek, w którym Jezus nawołuje do działania zależnego od konkretnej osoby. W rozdziale 7 Ewangelii wg Mateusza Jezus mówi “Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!”. Ten werset, znany jako złota zasada, wywołuje wrażenie, że różni ludzie chcieliby doświadczać w stosunkach z innymi różnych postaw. Jakkolwiek ktoś chciałby być traktowany, tak samo powinien traktować innych. Tak czy siak, głównym założeniem w stwierdzeniu Jezusa jest to, że wszyscy ludzie chcieliby być traktowani tak samo (miło, zapewne), negując ideę relatywizmu, a zatem także cnotliwości.

Tłumacząc, jak powinien zachowywać się człowiek cnotliwy, Arystoteles twierdzi, że “powienien wybrać, że uczyni to, co uczyni; wybrać czyn dla samego czynu”. Innymi słowy, cnotliwy czyn musi zawsze być świadomym wyborem, uczynionym wyłącznie w celu samego bycia cnotliwym. Jeśli reprezentuję cnotliwe zachowanie w nadziei uzyskania za to jakiejś nagrody, wcale nie jestem cnotliwy – mimo zachowania pozornie zgodnego z cnotami.

To może być najbardziej widoczny element tego, czym chrześcijaństwo różni się od arystotelejskiej definicji cnoty. Nauczania Jezusa sugerują, że powinniśmy zachowywać się w określony sposób, bo tak właśnie jest słusznie. Ale jednak, głównym powodem działania zgodnie z naukami Jezusa jest cel – dostanie się do nieba, uzyskanie wiecznej nagrody. Jezus mówi “Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6, 19-21). Głównym celem prowadzenia cnotliwego życia jest zdobycie szczęścia, które Arystoteles definiuje jako “działanie duszy w doskonałości lub cnocie, a jeśli cnót jest wiele, to w zgodzie z najlepszą i najbardziej doskonałą” (17). Postępowanie zgodnie z nakazami Jezusa różnież ma doprowadzić do szczęścia, lecz szczęście nie jest efemeryczne i istnieje tylko wtedy, gdy Bóg zechce nam je zesłać. Praktykowanie cnót arystotelejskich jest drogą prowadzenia szczęśliwego życia. Praktykowanie cnót chrześcijańskich prowadzi do wiecznego zbawienia, którego szczęście jest bardzo ważną częścią. W pierwszym, praktykowanie cechy jest szczęściem samym w sobie, w dugim – tylko prowadzi do przyszłego, obiecanego szczęścia. Taka motywacja wyznawców czyni ich praktyki pozbawionymi cnoty, według Arystotelesa

Wydaje się wątpliwe, aby wielu ludzi uznało Jezusa za osobę pozbawioną cnót. A jednak, jeśli porównamy nauki Jezusa w jego Kazaniu na górze do wytycznych cnotliwego życia wyłożonych w Etyce nikomachejskiej Arystotelesa, zobaczymy, że Jezus przesadnie nie spełnia warunków cnotliwości. Wyznaje cnotliwość w celu uzyskania wiecznej nagrody, zamiast dla cnoty samej w sobie. Wiele spośród jego cnót nie może uwględniać indywidualizmu konkretnych osób. Wiele z jego Błogosławieństw jest albo nadmiarem albo niedoborem, w opozycji do arystotelejskiego złotego środka. Stąd możemy wnioskować, że nie można jednocześnie zachowywać się zgodnie z naukami Jezusa i wciąż być uznanym za cnotliwego według standardów arystotelejskich.