Anthony de Mello był człowiekiem, którego rozumienie Boga i życia było zgoła różne od wszystkiego, co dziś popularne. Z powodzeniem łączył ze sobą wiele religii i filozofii świata, w każdej z nich dostrzegając dobre strony i odrzucając złe, tworzył z nich spójny system.

Nie skłamię, jeśli powiem, że jego książki dogłębnie przemieniły moje życie. Fascynujący i inspirujący człowiek!

Zwany jest “chrześcijaninem wschodu”, bo choć urodził się w Bombaju, wstąpił do zakonu jezuitów i tam działał całe życie. Jego maksymą życiową i zarazem streszczeniem całej jego filozofii jest “Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać”.

Poglądy, które głosił, zdecydowanie można określić mianem kontrowersyjnych. Kongregacja Nauki Wiary zdecydowanie wystąpiła [link] przeciwko ich głoszeniu, i bardzo słusznie (z ich punktu widzenia), bo mniej katolickiego katolika niż de Mello chyba się na świecie nie znajdzie.

Ojciec de Mello głosił Boga o wiele większego niż ten chrześcijański, a tego Kongregacja znieść nie może. Mówił o Bogu, który przenika każdy atom wszechświata i każdy zakamarek ludzkiego serca, w sposób, który się Kongregacji nigdy nie śnił. O Bogu, w którym każdy człowiek jest zanurzony jak ryba w wodzie, i którego może poznać bez konieczności przyjmowania objawienia, ani od niepiśmiennego plemienia z epoki brązu, ani od nikogo innego. O Bogu nieograniczonym przez teologie, spory i dogmaty, przez jedną religię i jedną świętą księgę.

Dla niego Biblia jest tylko jednym z wielu źródeł mądrości, a Jezus tylko jednym z wielu mistyków, przewodników duchowych. De Mello w swoich książkach i rekolekcjach odwoływał się zarówno do nich oraz doktorów kościoła, jak i do Koranu, sutr czy też Buddy. Najczęściej nauczał w formie przypowieści i bajek, zaczerpniętych z wielu różnych kultur i religii.

Najważniejsze z jego dzieł to “Śpiew ptaka”, “Modlitwa żaby” oraz “Przebudzenie”.