Pewna osiemnastolatka wyznała na portalu anonimowe.pl, że zakochała się po uszy w nieznajomym z Internetu, który potem okazał się mieć raptem 12 lat. I wysnuła z tego wniosek, że w takim razie musi być pedofilką.

Nie no, ej no. Przecież wcale nie musi. To nie wiek, ani nawet nie wygląd tego dzieciaka ją kręcił, lecz jego charakter. Słowo “pedofilia” oznacza pociąg do dzieci w wieku przedpokwitaniowym – pociąg, którego ona nie odczuwa. W czym więc problem (poza tym, że związek im nie wypalił)? Ano wyłącznie w nierozumieniu znaczenia słów, których się używa.

Przypomina mi to trochę facetów, którzy po treningu czy wuefie wolą śmierdzieć resztę dnia niż wskoczyć pod prysznic w szatni, “bo przecie ja nie pedał”. Już pomijając zupełnie dyskusję, czy bycie gejem to coś złego i czy jest się w ogóle sens tak się bać, że ktoś cię za geja weźmie – ale czy oni myślą że każdy koleś, który zobaczy cudzego chuja albo który wykąpie się obok innego faceta, z automatu staje sie gejem?

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: nawet jakby się przespał z innym facetem, wcale nie musi koniecznie być gejem. Zdarzają się różne sytuacje. Ktoś mógł obciągnąć za kasę, mógł się narąbać tak, że nawet nie zauważył z kim idzie do łóżka, mógł po prostu chcieć poeksperymentować, mimo że niekoniecznie ma ciągoty do mężczyzn. Albo w drugą stronę: są geje, którym po mocno zakrapianej nocy rodzą się biologiczne dzieci, są geje, którzy próbowali na siłę być hetero... Z trzeciej strony: chłopak, który jeszcze nigdy nie uprawiał seksu, ale chciałby to zrobić z innym chłopakiem – i tak jest gejem. Bo liczy się to, co jest w głowie.

Tak samo nie są “gejowskie” fryzury, spodnie, makijaż czy buty. Małżeństwa też nie są “homoseksualne”, lecz co najwyżej jednopłciowe. Małżeństwo ani nie odczuwa pociągu seksualnego do osób tej samej płci, ani nawet go nie wymaga, więc czemu niby nazywać je “homoseksualnym”? Jeśli gej hajtnąłby się z lesbijką dla zachowania pozorów heteronormatywności, to czy ich białe małżeństwo byłoby w jakimkolwiek sensie “heteroseksualne”?

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że z reguły osobami, które z najgłośniejszym obrzydzeniem wyzywają ludzi, przedmioty, zachowania i instytucje od “pedalskich”, są właśnie ci, którzy mienią się patriotami i obrońcami polskości. Cóż, miło by było, gdyby zaczęli chronić polskość od trzymania się przyjętego w polszczyźnie znaczenia słów. Tak im dopomóż słownik.