Dawno temu pisałem tego bloga anonimowo i pod innym adresem. Nie byłem wtedy wyoutowany (ani jako gej, ani jako ateista), natomiast byłem całkowicie zależny od rodziców. Czyjś zbyt długi język mógł mi naprawdę nieprzyjemnie namieszać w życiu.

Wtedy pojawił się na tym blogu koleś, który podpisywał się w komentarzach moim imieniem, choć wcale nie nazywa się Andrzej, i który dał mi jasno do zrozumienia, że zna mnie w realu i doskonale wie kim jestem. Ja natomiast mam się za bardzo nie interesować, kim jest on. Poczułem się realnie zagrożony. To nie jest zwykła internetowa anonimowość, to nie jest tylko zgrywanie się. Raczej bliżej temu do stalkingu.

Poźniej zaczął się podpisywać jako “x”. I choć już dawno mam w dupie, czy mnie przed kimś wyoutuje czy nie, to wciąż się trochę wzdrygam na widok powiadomienia o komentarzu od “x”. Nie dlatego, że się nie zgadzamy, bo uwielbiam się nie zgadzać, ale dlatego, że koleś z premedytacją chce sprawiać, bym źle się czuł.

Ostatnio w mailu zarzucił mi pisanie “papki po partyjnym praniu mózgu”. Bez precyzowania o którą partię chodzi, zapewne dlatego, że w życiu do żadnej nie należałem, a on po prostu rzuca twierdzeniami bez pokrycia. Szczerze mówiąc, mam już dość słuchania tego wszystkiego. Bycia obiektem analiz bez poparcia w rzeczywistości.

Dlatego się poddaję. Nigdy wcześniej nie kasowałem komentarzy, nie blokowałem, nie banowałem. Zawsze odpowiadałem na krytykę i polemikę. Ale iksa mam już zwyczajnie dość. To miał być tylko prosty blogasek, byle nie pisać w próżnię. A nie poligon doświadczalny dla kolesia, który najwidoczniej lubuje się w psuciu mi dnia. Żegnam, x.